Moja pierwsza (włoska) lektura

Ostatnio przez media społecznościowe przeszła fala łańcuszków. Były co najmniej dwa polegające na oblewaniu się wodą (w różnych intencjach), jeden nakazujący wyliczać przez X dni Y rzeczy, za które jest się wdzięcznym, a gdzieś nawet mignęło mi coś związanego z piciem piwa na czas (czy też podpalaniem się i natychmiastowym gaszeniem?).

Usadowiona w wygodnym fotelu w loży szyderców wymyślałam, co też złośliwego napiszę, kiedy jakaś bogu ducha winna osoba postanowi i mnie do jakiegoś łańcuszka „nominować”. Nic z moich planów nie wyszło, bo zostałam zaproszona akurat do łańcuszka, któremu nie potrafiłam się oprzeć – tego, w którym wymienić trzeba 10 najważniejszych w życiu książek.

Wśród wyselekcjonowanych książek znalazła się taka, o której chcę dziś napisać: moja pierwsza włoska lektura.

Czytaj dalej

Reklamy

Youtubersi all’italiana

W polskich kinach nic, w polskiej telewizji niewiele, a obejrzałoby się coś fajnego po włosku, prawda? Próbowaliście poszukać czegoś na youtube?

Ten serwis kojarzył mi się zawsze z klipami muzycznymi albo z amatorskimi filmikami o kotkach, słodkich niemowlakach i ludziach wywijających orła na lodzie. I jeszcze ze spiraconymi filmami. Tymczasem pod koniec ubiegłego roku odkryłam, że youtube – przynajmniej ten włoskojęzyczny – aż się roi od bardzo ciekawych i profesjonalnie wyglądających produkcji. Wygląda to tak, jakby do internetu wlano wszystko to, na co z różnych względów nie było miejsca w telewizji.

Czytaj dalej