Poszły konie po betonie, tfu!, asfalcie

Należną mi w tym tygodniu porcję dobrego humoru zafundowały konie. I jak się zaraz dowiecie, nie byle jakie to były konie!

Koń mechaniczny jaki jest, każdy widzi. To znaczy niektórzy widzą. U nas przyjęła się właśnie ta stworzona w Niemczech jednostka mocy silnika (tudzież jej nazwa, bo przyznam się od razu – nie wiem, według którego z istniejących wzorów ją wyliczamy), dzięki której można przekonać się, ile koni straciło robotę przez dany silnik.

Ale uwaga na narzucające się automatycznie kalki językowe – dla Włocha cavallo meccanico to taka mechaniczna zabawka na sprężynie, na której trzeba się utrzymać, żeby wstydu sobie nie narobić przed znajomymi na tej czy innej Festa del Cinghiale. We Włoszech moc silnika określa się przy pomocy nomenklatury wywodzącej się z Wielkiej Brytanii – poprzez konie parowe, czyli cavalli vapore.

Te archaiczne jednostki mocy powinny były odejść w zapomnienie wraz z wprowadzeniem układu SI, ale z niewiadomych przyczyn nie odeszły. Wciąż używa się konia mechanicznego (i/lub parowego) do określenia mocy silników spalinowych i wprowadza tym niezłe zamieszanie.

I tyle wiedziałam do piątku. Też tyle wiecie, nie?

Ale w piątek zupełnie przypadkiem odkryłam, że w niektórych nacjach na koniu mechanicznym się nie skończyło. I tak poznałam cavallo fiscale, konia fiskalnego!

Jak już skończycie się śmiać, to zapraszam z powrotem. Poczekam.

Już? To jedziemy dalej – teraz chwila refleksji i grozy. Może ten koń fiskalny to taki rodzaj konia trojańskiego na usługach urzędu skarbowego? Na szczęście nie.

Cavallo fiscale służy do wyliczenia należnych podatków lokalnych związanych z posiadaniem auta, niektórym firmom ubezpieczeniowym do wyliczenia składki ubezpieczenia, a także do wyliczenia właściwej kwoty tzw. kilometrówki dla pracowników podróżujących służbowo własnym autem. Cavallo fiscale wylicza się na podstawie pojemności silnika – najmniejsze silniki mają 1 konia, największe aż 50.

Nie umiem odpowiedzieć na pytanie o sens tworzenia takiej jednostki tam, gdzie nie jest ona potrzebna (przynajmniej ja takiej potrzeby dostrzec nie umiem). To chyba czysta radość komplikowania sobie życia (zresztą zobaczcie ową radość w akcji na przykładzie obliczania kosztu podróży służbowej autem pracownika – w Polsce i we Włoszech).

Ciekawi, ile Wasze auto ma tych koni fiskalnych? Zajrzyjcie tutaj.

Niech moc będzie z Wami!

Reklamy

4 thoughts on “Poszły konie po betonie, tfu!, asfalcie

  1. Jest jeszcze #cavallo dei pantaloni… czyli krocze spodni. Wiec sie posmiejemy dalej.
    Noi oczywiscie #cavallo di battaglia …. czyli czyjas mocna strona. Cos w czym jestesmy dobrzy to nasz „kon do bitwy”

    • cavallo dei pantaloni – super, trzeba wiedzieć, co się ceruje. ale coś mi się zdaje, że cavallo fiscale tylko mydli oczy. zastanawiam się po co tyle zróżnicowanych progów dla bollo.

    • „cavalli fiscali” to taka miara, która pozwala wyznaczyć wysokość podatku zależnie od mocy silnika. pewnie duży płaci więcej. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s