Samice alfa

Muzyka włoska. To co my tam mamy? Zucchero, Adriano Celentano, Andrea Boccelli, Tiziano Ferro, Laura Pausini i oczywiście Eros Ramazzotti. Szacuję, że większość Polaków potrafiłaby zanucić „Volare”, „Felicità”, „Lasciatemi cantare” czy tę piosenkę Erosa o pięknej kozie. Jeśli ktoś na dodatek włada włoskim, to oprócz zestawu obowiązkowego muzyki popularnej dorzuci jeszcze znajomość rozmaitych bardów, cantautori, z Fabriziem De André i Luciem Battistim na czele, do których lubienia można się bezpiecznie przyznać, więc Włosi chętnie się przyznają i podsuwają nam ich twórczość.

I to by było na tyle?

Czytaj dalej

Poszły konie po betonie, tfu!, asfalcie

Należną mi w tym tygodniu porcję dobrego humoru zafundowały konie. I jak się zaraz dowiecie, nie byle jakie to były konie!

Koń mechaniczny jaki jest, każdy widzi. To znaczy niektórzy widzą. U nas przyjęła się właśnie ta stworzona w Niemczech jednostka mocy silnika (tudzież jej nazwa, bo przyznam się od razu – nie wiem, według którego z istniejących wzorów ją wyliczamy), dzięki której można przekonać się, ile koni straciło robotę przez dany silnik.

Czytaj dalej

Moja pierwsza (włoska) lektura

Ostatnio przez media społecznościowe przeszła fala łańcuszków. Były co najmniej dwa polegające na oblewaniu się wodą (w różnych intencjach), jeden nakazujący wyliczać przez X dni Y rzeczy, za które jest się wdzięcznym, a gdzieś nawet mignęło mi coś związanego z piciem piwa na czas (czy też podpalaniem się i natychmiastowym gaszeniem?).

Usadowiona w wygodnym fotelu w loży szyderców wymyślałam, co też złośliwego napiszę, kiedy jakaś bogu ducha winna osoba postanowi i mnie do jakiegoś łańcuszka „nominować”. Nic z moich planów nie wyszło, bo zostałam zaproszona akurat do łańcuszka, któremu nie potrafiłam się oprzeć – tego, w którym wymienić trzeba 10 najważniejszych w życiu książek.

Wśród wyselekcjonowanych książek znalazła się taka, o której chcę dziś napisać: moja pierwsza włoska lektura.

Czytaj dalej

Youtubersi all’italiana

W polskich kinach nic, w polskiej telewizji niewiele, a obejrzałoby się coś fajnego po włosku, prawda? Próbowaliście poszukać czegoś na youtube?

Ten serwis kojarzył mi się zawsze z klipami muzycznymi albo z amatorskimi filmikami o kotkach, słodkich niemowlakach i ludziach wywijających orła na lodzie. I jeszcze ze spiraconymi filmami. Tymczasem pod koniec ubiegłego roku odkryłam, że youtube – przynajmniej ten włoskojęzyczny – aż się roi od bardzo ciekawych i profesjonalnie wyglądających produkcji. Wygląda to tak, jakby do internetu wlano wszystko to, na co z różnych względów nie było miejsca w telewizji.

Czytaj dalej