Moja pierwsza (włoska) lektura

Ostatnio przez media społecznościowe przeszła fala łańcuszków. Były co najmniej dwa polegające na oblewaniu się wodą (w różnych intencjach), jeden nakazujący wyliczać przez X dni Y rzeczy, za które jest się wdzięcznym, a gdzieś nawet mignęło mi coś związanego z piciem piwa na czas (czy też podpalaniem się i natychmiastowym gaszeniem?).

Usadowiona w wygodnym fotelu w loży szyderców wymyślałam, co też złośliwego napiszę, kiedy jakaś bogu ducha winna osoba postanowi i mnie do jakiegoś łańcuszka „nominować”. Nic z moich planów nie wyszło, bo zostałam zaproszona akurat do łańcuszka, któremu nie potrafiłam się oprzeć – tego, w którym wymienić trzeba 10 najważniejszych w życiu książek.

Wśród wyselekcjonowanych książek znalazła się taka, o której chcę dziś napisać: moja pierwsza włoska lektura.

Czytaj dalej